Navigation Menu+

Figura w chitonie

Posted on Wrz 18, 2011 in Words

Unikam własnych pytań. Uprzedzam pytania. Zapis odczuć z pobytu w tym miejscu. Określenia nie stają się twierdzeniami. Obecność sama w sobie nie budzi we mnie refleksji. Przesuwam uwagę na punkt, który w pewnym miejscu rozrósł się do punktowych światów, przytłaczająco bezgranicznych i skrajnie stężonych. Linie zbiegły się w ostatnim zapamiętanym śladzie. Miejsce, gdzie obraca się przestrzeń koloru ciemnego piasku. Nad nią, a w jakimś sensie pomiędzy i poniżej, w przeciwnym kierunku upływa druga, zupełnie bezbarwna, będąca we wszystkim pozornym tłem.

Świadomość przenika samą siebie. Wszystkie zjawiska przypominają powtórzenie, zjawiska powracające do pełniejszej myśli. Wciąż uzupełniane, co zrozumieją później, w drodze do początku. Aktualizacja przeżytych odczuć i chwil dokonywana bez udziału czasu. Powtórne życie z odrzuceniem przyczyn i następstw jest niepewną formą spełnienia. Przede mną wciąż pozostaje droga, o którą przestałem się martwić.

Do opisu używam osobnych słów i relacji pomiędzy zdaniami. Za pomocą języka chcę zrozumieć doświadczenie możliwe do otoczenia wspólną nazwą. Przeżywane i widziane inaczej przez każdego, kto podejmuje się próby odwrócenia przyjętej kolejności pojmowania. Mówię o tym, co rozgrywa się za każdym czasem inaczej, odbudowuje się z przeżytych indywidualnie momentów, podlega na poziomie swej natury wspólnemu opisowi. Przedstawiony schemat jest z konieczności zastępczą figurą stanu poza obrębem umysłu.

figury2

Wszechpole tworzy sześć kolumn (jest ich więcej) ustawionych w podłożu na głębokości powierzchni. Otoczone bryłami, tworzą z jednej strony krąg, po przechyleniu głowy ugina je czerwona krawędź elipsy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by punkty oznaczone w swej twardości przez mylące słupy, rozciągnęły się jeszcze bardziej, tworząc czworoboki lub wielokąty, skomplikowane struktury w przestrzennych zaburzeniach, a także połączenia, które wymykają się racjonalnym pomiarom.

Przekształcenia te mogą dokonywać się w myślach, w trakcie myśli, wciąż tylko mogą, nigdy nie osiągają celu. Wystarczyłoby odwrócić wzrok, aby bez udziału czasu struktura, na której byliśmy skupieni, zmieniła swoją formę nie do odtworzenia. Można by również oddalić cały układ i zamknąć oczy dla następnych dostrzeżeń, tyle że nic takiego nie zachodzi.

Wszystkie potencjalne zmiany ograniczone są do zaledwie paru konfiguracji, jakie definiują skrajne obroty o kąt prosty, zamknięcie, otwarcie powiek, patrzenie od spodu i od góry. Pomiędzy zakończonymi zmianami widoku znajdują się procesy podzielne na nieskończenie wiele odcinków i punktów; mam na myśli moment przesunięcia osoby z jednego miejsca na drugie. Pozornie więc ilość nowych form jest nieograniczona, lecz przecież wiadomo, co stanie się po przejściu z prawej strony na lewą albo gdziekolwiek indziej. Wystarczy jednokrotnie sprawdzić wszystkie położenia, by móc przewidywać tę pozorną nieobliczalność relacji pomiędzy kolumnami.

Nie potrafię stwierdzić, jak będą wyglądały twoje zasady tego miejsca, ale podam przykład, który również nie jest opisem mojego doznania. Jeśli przy pierwszym kontakcie sześć kolumn stoi w kręgu i za następne położenie ma się widok z góry i od tyłu, to kilka skrajnych kolumn utworzy kształt podobny do gwiazdy, podczas gdy pozostałe dwie rozłożą swoją wysokość na wiele odległości, w przecięciu wielu płaszczyzn, gdzie połączenie ich punktów będzie już wymagało śladu zmiennej linii, którą trudno dostrzec, i która jest nie do nakreślenia.

figury3

Te formy powtórzą się przy każdym przejściu: na wprost kolisty układ, na drugim końcu utrwalone zaburzenie. Pomiędzy nimi dojdzie do płynnej i zawsze identycznej przemiany. Możesz przystawać krok po kroku w dowolnym momencie, aby poznać ruch i zasadę działania wszechpola. Zasada ta okazuje się nagle oczywista, a wszechpole rządzi się łatwym prawem. Wciąż tak samo, jak zeszyt pełen obrazów, chcący wprowadzić widza w kolisty ruch. W powtarzalnym obrocie tkwi osobna myśl, osobna.

Na potrzeby opisu mówię o sześciu kolumnach, dokładnie widząc w pamięci każdy dążący do zmiany układ. W istocie, ponieważ ich liczba jest stała, nie potrzebujemy obliczeń – świadomość osiągalnej pewności zaspakaja zupełnie ewentualne pragnienia. Cel osiągany jest po chwili, od kiedy także czas nie płynie w takim sensie, że jego obecność staje się zbędna. Każdy element odczuwania stopniowo zanika, widziane wszechpole wpływa na swego widza tylko do pewnego stopnia, potwierdza swoją obecność, choć nie wywołuje żadnej refleksji.

W związku z powyższym trudno mówić o kolorach i kształtach. A jednak myślę, że kilka razy spotkało mnie coś, co w obliczu reguł działania nie powinno nigdy zachodzić. Trudno również poszukiwać przyczyn, jeśli wszystkie powody utraciły sens. Chciałbym uważać te przypadki za efekt powrotu szczątkowych wspomnień z okresu przed adoracją ruchomych kolumn, ale fakt, że zacząłem poszukiwać innego sensu podważył moją nadzieję.

W każdym wszechpolu kilka spośród niewielu konfiguracji wykazuje się szczególną aktywnością. Przechodząc pomiędzy statycznymi układami, niezwykle świadomie obserwujemy okres przemiany. Różnica minimalnych odległości jest doskonale wyraźna, a mimo to punktowe zamiany są niemożliwe do ułożenia w pamięci w ten sam proces. Dokąd doświadczamy przejścia, obrazy łączą się w ruchu – w końcowej chwili, równie punktowej jak wszystko tutaj, wybrany zostaje losowo określony kształt, by zapamiętać go w każdym szczególe. Część uchwyconych obrazów pozostaje w pamięci na zawsze, inne stopniowo rozpływają się wraz z dokładaniem nowych.

Będąc we właściwej perspektywie, mam teraz wystarczającą ilość takich pełnych i coraz słabszych obrazów, które pozwalają mi napisać o tym, co przeczy dotychczasowej czystości przeżycia. Otóż w kilku miejscach transformacji układów pojawiały się równie statyczne obrazy, które były dla mnie nowymi kształtami, co więcej, zaskoczenie ich przypływem narastało bez mojej woli. Całość ta jest być może odrębnym procesem, jeśli najpierw ujrzałem zaokrąglone linie, te z czasem przecięte zostały innymi, aż wreszcie połączyły się w coś trwałego. Osiągnięciem celu była chwila, gdy uświadomiłem sobie, że spoglądam na czyjeś ramię – wiele procesów później – odczułem obecność drugiej świadomości.

Ogólna zasada tego miejsca nie dopuszcza do ożywienia myśli, stąd fakt, że coś w ogóle, a w szczególności coś określonego, pojawia się wobec zupełnej bierności woli, przynosi wątpliwość, poddając wszystkie połączenia lękliwemu zawahaniu. Wprawdzie nie przeczuwałem jeszcze tego, ale wszechpole od zawsze było fragmentem ziemi, a kolumny okryły się znaną fakturą. Pomiędzy nimi postać młodzieńca w jasnym chitonie zdawała się prowadzić grę, nie ze mną, bo dużo później wybiegł jej naprzeciw bliższy uczestnik przemian.

Napisałem zbyt wiele, podczas gdy ruchy kolumn, mnogość przewidywalnych zmian, to wszystko nie trzyma w sobie żadnych znaczeń. Hermetyczność elementów jest wprawdzie stała, jednak tak rzeczywiste zaburzenia przenoszą wewnątrz obraz kogoś żywego. Tylko w jednym punkcie, z uniesioną dłonią, czasem ze spuszczonym wzrokiem, stał w ukryciu, czekając na pojawienie się kiedyś w następnym punkcie, by kontynuować ruch. Jego zmiany były gwałtowniejsze, nieraz powtarzane, a czasem skokowo odmienne. Próbowałem pytać, czy jest to narracja skierowana do mnie.

Stopniowo zbierałem nowe fragmenty, aż obraz pokrył się z chwilą z miejsca M. widzianego kiedyś, niby przejazdem zza okna, jak obserwuje się widoki z podróży. Chociaż sama podróż jest tylko motywem wykorzystanym na potrzeby spójności rozumowania, to jednak ma też swoje odbicie w naszym wspomnieniu. Gdy wtedy mówiłeś coś nieważnego o najbliższym dniu, co chwilę odwodziłeś mnie od poprzedniej nocy, nie rozumiałeś słów naszego towarzysza, mówiącego jak przez szybę, bezgłośnie, bo rano podjąłem przecież decyzję o drodze powrotnej. Cała ta podróż miała w sobie jakiś wzorzec wydarzeń, które dopiero później przeżyłem właśnie na wszechdalekim polu.

figury4

W odległej myśli pozostał opis obrazu ze starożytnej wazy. Chłopiec powielony na barwnym pasie dla upozorowania ruchu, trzymający kamień w rozpędzonej procy, przed nim i za nim powielane i wciąż tak samo zatarte zwierzę wypłoszone z kryjówki. Pogoń za własnym odbiciem, odbicie nie będące sobą, gdy tak wiernie powielał pierwowzór, złudny powód, polowanie na jednolitym tle, dla każdego odbicia tych samych i takich samych, a dla wszystkich odbić zupełnie indywidualnej powtórki w różnorodności: szereg kolumn o symetrycznym żłobieniu. W końcu jako miejsce, gdzieś w greckiej wiosce, która dla zapomnianych była niewyobrażalnym symbolem lasu, las odnosił się do jednego z mitów wykutych w kamieniu, a dla nas umowna fotografia z plamy na wybrzuszeniu czarnej wazy i dla mnie – przypomniana lub dużo później powtórzona myśl o wszechpolu.

***

Zaburzenia występowały najczęściej w tych układach, które odznaczały się wyjątkową aktywnością i dlatego powracałem do nich ze szczególnym uporem. Odkąd w obecności młodzieńca zaczął pojawiać się drugi, identyczny do niego, ogarnęła mnie powracająca wątpliwość, dlaczego to wciąż istnieje. Stojąc naprzeciw siebie z oczami utkwionymi we własnych spojrzeniach, dotknęli się dłońmi i zadałem wtedy świadome pytanie.

Możliwe, że każdy dociera do tego miejsca, przechodząc tę samą drogę. Powiela te same układy układów, odśpiewuje refren historii, która w końcu dla wszechpola nie jest tworzeniem, lecz zaledwie zmianą. Równie prawdopodobne, że wszyscy doświadczamy zupełnie indywidualnego przeżycia swoich przemieszczeń, każdy dociera gdzie indziej, choć liczba i miejsce kroków są z gruntu określone, a wartości oraz wymiary nie są tożsame z wartościami innych. Figura młodzieńca zastępuje dowolne figury, te powtarzane w ludzkim zapatrzeniu, zastępują nieuchwytny ruch kolumn i płaszczyzny, pozorny rozpad prowadzi do budowania układu. Odkąd kształtowana wątpliwość obciąży myśl, rozpoczynamy drogę powrotną, w efekcie czego każdy trafia tutaj, gdzie znalazłem się po pewnym czasie.

Nie chcę zrozumieć, dlaczego po zwątpieniu w reguły wszechpola tracimy do niego dostęp. Wolę podkreślić konieczność postawienia pytania o coś głębszego niż natura pojedynczej myśli. Czy zasadność mojego pytnia bierze się stąd, że każda myśl występuje w otoczeniu innych? Czy myśl dopełniana w nieskończoność wzbogaca się o nowe treści?


facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail


Go back, Sir!

= = = = = = = = = = =

HELLO

= = = = = = = = = = =

BECOME MY FRIEND

Just click above and have fun!