
|
Ciała 2 // Bodies 2
|
|
- - - ozkosz, co za przepych i jaka słodycz cieknie po - - - oniach, kiedy przymknie oczy – skąd się bierze, gdzie jej źródło – z bezradnością pyta niebo ponad krawędzią drzew. Niby piasek kapiący przez sitko w klepsydrze, podczas gdy oddech z kłuciem rośnie pod - - - ebrami, kości i ciepła skóra, krew na palcach łączą się w bryłki z lodu w kolorze żywicy i tylko jeden zmysł pozostał w jej istnieniu: smakuje całą sobą swego ciała, które od - - - trznych granic zapada się ku wewnętrz - - - zachodowi. Na krótkie przebudzenia powracają wszystkie władze, a cała siła życia spala się nad światem, lecz cięż - - -, który grzęźnie w żyłach, jest zbyt - - -, ciągnie ją na dno - - -
w uszach gra znów smak, w ustach faluje smak, w całym ciele cichnie sm - - - Coraz głębiej Coraz głębiej i z chwili na chwilę poza czasem coraz ciemniej Poniżej, w świetle z lampionów uwieszonych nad oczami ryb, widać już dno i mętny piasek, i słone łąki. Po wodnym dziedzińcu przejeżdża królewska kareta, której szybki ze śmiesznym, cichym brzęczeniem podskakują na równościach. Jabłko i klepsydra, to one, przez stolik, rzęsy opadają z przypływem, to one, z owocu spada per - - - ez szyjkę, jeśli kiedyś spadnie, a myśli przebiegają gromadami mrówek, kiedy konie morskie zatrzymują się na kilka kroków dalej i z drzwiczek wypada złoty pył, kłęby piasku wzbitego spod kół nabierają blas - - -, toną w słońcu wylewanym z wiader, ona jeszcze śni, z pocztówek pamiątek jej dni rośnie warstwa po warstwie ziemia jak suchy poemat w drzwiach karety w drzwiach karety, coś wypływa, czegoś brakuje, a na samym końcu wypadają zduszone ławice ryb i motyli, kareta zwolniona z ciężaru powoli upada na bok, szyje ptaków puchną w fanfarach, a ściany powozu rozciągają się z ciepłym mruczeniem, a dno jeszcze bardziej wzbija się ku górze, zakrywa jej oczy, jej słuch, i przemknęły bokami cienie - - - |
0 Comments Posted | View
- No Comments Yet.
